Dojenie pieniędzy od Kowalskiego – wersja „słowacka”

Po burzy wywołanej informacjami kilka miesięcy temu w sprawie ACTA i jego odmian, cenzurowaniu internetu itp. trafiłem ostatnio na kolejny hit z serii jak to internautów – „ciemną masę?” można robić na każdym rogu. Tym razem chodzi o zarabianie na nas.

Słowacka (?!) firma Piano Media podpisała umowę z 42 wydawcami najpopularniejszych tytułów w Polskim internecie m.in.: Agora (Gazeta Wyborcza), Ringier Axel Springer (Newsweek, Forbes) czy Polskie Radio. Projekt ma na celu ograniczenie bezpłatnych treści w serwisach i wprowadzenie opłat za korzystanie z nich. Pomysł fajny, pewnie i dochodowy ale mnie jakoś nie przekonuje. Nie przekonuje mnie dopisanie do listy stałych przelewów opłaty za dostęp do niektórych portali.

Jak nigdy nikomu źle nie życzę gdy próbuje rozkręcić nowy biznes to mam nadzieję, że TEN projekt nie wypali i szczerze życzę spadku o połowę użytkowników wydawcom, którym mało pieniędzy z reklam, prenumerat i chcą sięgnąć głębiej do naszych kieszeni. Każdy przecież płaci abonament za internet… To tak jakby od płacących abonament radiowo-telewizyjny zbierać jeszcze dodatkową opłatę za oglądanie „Wieczorynki” na TVP albo „Faktów” w TVN.

Codzienna porcja informacji i komentarzy dla prowadzących własny biznes na insajder.pl

Gdzie do tej pory biznes wypalił? Słowacja i Słowenia! Dwa małe kraje gdzie wydaje się jest na tyle mała konkurencja, że kilku dużych graczy mogło wprowadzić opłaty, a przeciętny użytkownik nie miał się gdzie przenieść. W Polsce nie wydaje się być lepiej. W pakt weszło 42 wydawców co stanowi 70% użytkowników sieci w kraju! Nie ma szans, żeby taki biznes wypalił w USA, Niemczech czy Francji…

Zwolennikom (jeśli tacy w ogóle są) i wierzą w zapewnienia przedstawicieli Piano Media, że cena to 19,90 zł i zamknięte będzie tylko 15% portali przedstawię swój scenariusz. W pierwszej kolejności stopniowo zostaje zamknięta coraz większa część portalu, następnie są wprowadzone np. konta Silver, Gold itp., które różną się wysokością opłaty i rodzajem dostępu, a na końcu okazuje się, że abonament z dostępem do treści, które nas interesują i wcześniej mieliśmy za darmo teraz musimy zapłacić kilkadziesiąt złotych.

Na koniec pozwolę sobie zacytować jeden z komentarzy pod tekstem na jednym z portali: „Nie mogą w kioskach ruchu upchnąć swoich czytadeł to próbują na siłę sprzedać w internecie.” Uważam, że coś w tym jest…

Może zainspirujemy akcję w sieci, ruch pokazujący niezadowolenie z takich praktyk?
Trwa ładowanie komentarzy...